Toruńska Martówka to fragment starorzecza Wisły, który od lat zachwyca mieszkańców i przyrodników. Z jednej strony otacza ją XIX-wieczny park miejski, z drugiej – rozległe polany, place zabaw i boiska. To miejsce, gdzie natura i człowiek współistnieją, choć nie zawsze bez tarć.
Przestrzeń, która uczy pokory
Jeden z lokalnych aktywistów, znany z organizacji leśnych band (największego projektu edukacji przyrodniczej w Polsce), publicznie przyznał się do błędu. Opowiedział, jak dał się ponieść emocjom, gdy nad Martówką pojawił się ciężki sprzęt i piły. Zaniepokojeni mieszkańcy zaczęli snuć wizje betonowych alejek i sztucznego oświetlenia. Aktywista, zapytany przez dziennikarza, skrytykował zastępowanie dzikich terenów – miejsc lęgowych ptaków i kryjówek zwierząt – kolejnymi przystrzyżonymi ścieżkami.
Rzeczywistość okazała się inna. Kilka hektarów uprzątnięto ze śmieci, usunięto jedynie suche drzewa zagrażające zabudowaniom, pozostawiając martwe kłody. Teren zarasta w swoim rytmie, a dostęp do niego ograniczają powalone topole. Przyroda może czuć się bezpiecznie.
Przeprosiny i refleksja
Aktywista publicznie przeprosił za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Podkreślił, że choć w wielu polskich miastach urzędnicy popełniają błędy, w Toruniu decyzje o wycince podejmowane są z poszanowaniem interesu przyrody. „Wierzę, że ludzie odpowiedzialni za zieleń w Toruniu to fachowcy” – napisał. Podziękował też wydziałom miejskim, dzięki którym tysiące dzieci mogą uczyć się w Martówce rozpalać ogień i budować szałasy.
Historia ta przypomina, jak łatwo ulec manipulacji krzykaczy. Zanim ocenimy decyzje o wycince, warto zapytać o powody i plany. Toruń, z licznymi parkami i nadwiślańskimi łęgami, jest tego dobrym przykładem.
Źródło: Urząd Miasta Torunia
Fot. facebook.com

